Sytuacja na rynku pracy zdaniem ekspertów

Podziel się z innymi

Zgodnie z oficjalnymi danymi bezrobocie w kwietniu wzrosło tylko o 0,3% w stosunku do marca 2020 roku. Jest to oficjalny komunikat rządu na bazie danych z urzędów pracy. Eksperci jednak twierdzą, iż rzeczywiście jest ono znacznie wyższe. Poniżej zamieszczone zostały wypowiedzi i wnioski jakie z badania rynku pracy wysnuwa profesor nauk ekonomicznych Joanna Tyrowicz, badaczka rynku pracy, pracująca na Wydziale Zarządzania Uniwersytetu Warszawskiego, współtworząca ośrodek badawczy GRAPE

Jaka zatem jest prawdziwa wielkość wskaźnika bezrobocia, na podstawie badań ośrodka GRAPE?

Podstawą do przeprowadzenia własnych badań jest przekonanie, iż dane z rejestrów urzędów pracy niewiele mówią o bieżącej sytuacji na rynku pracy. To tylko informacja o osobach, które zgłosiły się do urzędów pracy, by tam się zarejestrować. Tymczasem by mówić o autentycznej skali zjawiska należy pozyskać dane od ludzi bezpośrednio. Tymczasem GUS zaplanował badania ankietowe w tym zakresie później, chcąc opublikować dane w sierpniu 2020 roku.

Aby jednak poznać te dane wcześniej ośrodek GRAPE postanowił przeprowadzić badanie ankietowe w formie elektronicznej. Do udziału zaproszono 11 tys. osób. I stopa bezrobocia liczona tą samą metodą, którą stosowałby GUS, wynosi według szacunków ok. 10%.

Skąd wynika tak duża różnica pomiędzy danymi z urzędów pracy, a tymi z badania ankietowego?

Otóż bezrobocie rozumie się najczęściej jako stan, w którym ludzie w stosownym wieku, niemający zatrudnienia, mogą podjąć pracę, jednocześnie chcieliby i aktywnie jej poszukują. Taka definicja pozwala mierzyć bezrobocie w sposób porównywalny pomiędzy krajami. Została ona zaproponowana przez Międzynarodową Organizację Pracy (MOP) i jest stosowana również przez GUS (gdy prowadzi badania ankietowe).

Jednakże takie bezrobocie jest zupełnie inne, niż to mierzone przez urzędy pracy. Tam bowiem trzeba spełniać określone kryteria, które nie zawsze pokrywają się z kryteriami określonymi przez MOP.

Co istotne, zwykle mniej więcej połowa osób poszukujących zatrudnienia według badań ankietowych nie zgłasza się w ogóle do urzędów pracy, a inni rejestrują się, choć w praktyce nie mogą podjąć pracy lub jej aktywnie nie szukają. Zatem nawet w normalnych czasach (a nie związanych z epidemią) istnieje spora grupa ludzi bezrobotnych, której system urzędów pracy nie widzi. Obecnie zaś ta grupa ludzi jest ogromna i rośnie znacznie szybciej, aniżeli liczba faktycznie zarejestrowanych.

Co zatem wpływa na to obecnie, iż tak mało osób rejestruje się w urzędzie pracy?

Generalnie poważnym problemem jest strach. Zarejestrowanie się w urzędzie pracy wymaga osobistego stawiennictwa. Tymczasem ludzie boją się wychodzić z domu w obawie przed zakażeniem. Ponadto wiele urzędów pozamykano bądź pracują w bardzo ograniczonym zakresie.

Ponadto wiele osób, które utraciły pracę liczy na to, iż sytuacja wróci do normy i odzyskają pracę zanim stan finansów domowych zmusi ich do starania się o zasiłek dla bezrobotnych. Najważniejsze jednak jest to, iż doprawdy trudno mówić o aktywnym poszukiwaniu pracy. W urzędach trudno dziś liczyć na nadmiar ofert zatrudnienia. A już szczególnie dla zwolnionych z wysokim poziomem kwalifikacji. Z tych wszystkich powodów badanie ankietowe wykazuje znacznie wyższy poziom bezrobocia, aniżeli w przypadku danych z urzędów pracy.

Zobacz  Instytucja przestoju w kodeksie pracy inna niż w specustawie

Co jest przyczyną takiego dużego wzrostu stopy bezrobocia?

Otóż trudno dziś jednoznacznie oceniać, czy za taki wzrost bardziej odpowiada rząd i zamrożenie gospodarki czy też oddolne dostosowanie się zachowań ludzi do epidemii. Taką ciekawą wskazówką może być tutaj porównanie wydatków konsumpcyjnych gospodarstw domowych w Danii (gdzie był formalny lockdown) oraz w Szwecji (gdzie go nie było).

Okazuje się, iż spadek tych wydatków był tylko nieznacznie większy w Danii, co sugerowałoby, iż ważniejszy jest sam wirus niż gospodarczy lockdown. Według badań szacunkowych liczba osób bez pracy wyniosła na koniec kwietnia około 1,5 mln osób. Jednakże trudno wskazywać konkretne branże, które ucierpiały najbardziej. Tego bowiem badanie nie precyzowało.

A czego można się obecnie spodziewać w zakresie poziomu płac?

Generalnie wzrost płac wyhamował już przed epidemią, a gospodarka wchodziła w fazę spowolnienia. Tym bardziej obecnie pracodawcy mają powody, by wynagrodzenia obniżać, a nie je podwyższać. W czasach normalnego funkcjonowania gospodarki podwyższa się płace, by zwiększyć produktywność lub zatrzymać ludzi. A dziś celem przedsiębiorców jest przetrwanie, natomiast ludzi nie trzeba zatrzymywać, bo i tak nie mają dokąd odejść.

Zatem w takiej sytuacji gospodarczej trudno będzie mówić o powrocie do zatrudniania pracowników. Poza tym dzisiejsza gospodarka jest znacznie bardziej skomplikowana. Pracodawcy mają specyficzne potrzeby, a w niektórych segmentach gospodarki o konkretny typ pracownika jest niezwykle trudno. Stąd też niektórzy przedsiębiorcy wręcz „chomikują” pracę, pomimo spowolnienia. To bowiem w przyszłości zmniejsza koszty odtworzenia zasobów pracowników o pożądanym profilu. Jednakże na owo „chomikowanie” pracodawcę musi być stać, co wcale nie jest takie oczywiste.

A jak zatem na takim niepewnym rynku pracy sprawdzają się rządowe instrumenty jego wsparcia?

Największym ich problemem jest to, że jest ich zbyt wiele. Są niejasne, budzą wątpliwości interpretacyjne, często się zmieniają i niestety bywają odporne na zderzenie ze zdrowym rozsądkiem. Przedsiębiorcy częstokroć nie wiedzą, jak postępować, by potem nie być zmuszonym do oddawania dotacji czy też pożyczek pomocowych.

Zdecydowanie lepszym i sprawniejszym przykładem wspomagania gospodarki i rynku pracy była sytuacja z Niemiec. Tam w ciągu tygodnia od wprowadzenia lockdownu niemieckie przedsiębiorstwa otrzymały na swe konta zastrzyki pomocy finansowej, bez pytania czy ich potrzebują czy też nie. I nikt im ich nie odbiera. To jednak wynika z tego, iż niemieckie elity rządzące od czasu kryzysu z bankiem Lehman Brothers oszczędzały. I teraz, w dobie kolejnego kryzysu, są finansowo na niego przygotowane.

Zobacz  Nowe zasady redukcji etatów

A jak należy oceniać zmiany w kodeksie pracy, wprowadzane na czas epidemii przez kolejne tarcze antykryzysowe?

Otóż generalnie rzecz ujmując mamy obecnie w Polsce do czynienia z niekoniecznie słusznym przesuwaniem granic prawa. I to jest dziś rola związków zawodowych, by temperować niektóre pomysły rządzących.

Oczywiście też, iż skoro w Polsce można już tak naprawdę zwalniać jak się chce, to wszyscy pracodawcy zaczną to od razu czynić. Przedsiębiorcy bowiem różnie radzą sobie z kryzysem, jedni lepiej, a inni gorzej, częstokroć nawet też z uwagi na pewne obiektywne uwarunkowania. Chociażby taki fakt, iż nie wszystkie zajęcia da się przesunąć do pracy zdalnej. Poza tym nawet zapewnienie bezpieczeństwa w pracy nie gwarantuje utrzymania ciągłości zatrudnienia, gdyż spadł popyt.

I na to wszystko nałożył się jeszcze chaos informacyjny ze strony rządu, gdzie niektóre akty tworzone były naprawdę bez przygotowania i weryfikacji skuteczności działania. Ponadto nie można też wykluczyć, iż po epidemii do pracodawców wkroczą inspektorzy pracy, nakładając kary za łamanie kodeksu pracy. Może być tak w przypadku telepracy, gdzie wątpliwości budzi chociażby podciąganie całej pracy zdalnej pod ten typ umowy. Poza tym home office budzi też niejasności w kontekście zapewnienia dobrych i bezpiecznych warunków pracy.

Czy zatem telepraca czy też lepiej praca zdalna ma szanse na trwałe wejść do polskiej gospodarki?

Okazuje się, iż kryzys spowodowany epidemią koronawirusa może taką formę pracy spopularyzować. Wielu pracodawców może bowiem w praktyce zobaczyć, że praca zdalna oferuje nie tylko oszczędności związane z przestrzenią biurową, ale i sprawniejsze procesy.

Jednakże posiada ona także ograniczenia, które dziś ze względu na epidemię są ignorowane. Przede wszystkim trudniej jest chociażby zagwarantować bezpieczeństwo danych na domowym Wi-Fi. I co ciekawe, właśnie owo bezpieczeństwo, narzucone przez RODO czy innych regulatorów rynku, było powodem, iż była ona odrzucana.

Problemem w przypadku pracy zdalnej jest też struktura polskiej gospodarki, gdzie wciąż istotna jest rola przemysłu. W przetwórstwie przemysłowym czy też spedycji doprawdy trudno będzie przejść na zdalne systemy wykonywania pracy.

Czy odmrażanie gospodarki pozwoli jej powrócić do swego optymalnego poziomu?

Cóż, generalnie całkowite jej zamrożenie nie było rozsądnym posunięciem. Zamiast zamykania ludzi w domach należało wprowadzić masowe testowanie, przesiewowe testowanie, monitorowane certyfikaty odporności oraz dobrowolne testowanie.

Poza tym niezbędna jest jasna i spójna polityka informacyjna. Takie elementy dają ludziom poczucie bezpieczeństwa i zdolność do sprawnego funkcjonowania. Stąd też pracodawcy z Niemiec nie obawiali się, iż któryś z polskich pracowników przywiezie wirusa. Oni po prostu przeprowadzają masowe testy.

Zobacz  Pytania pracodawców o miejsce urlopu

A jak należy obecnie postrzegać rolę automatyzacji procesów przemysłowych?

Generalnie automatyzacja jest powszechnym trendem zarówno w przemyśle, jak i usługach. I tak naprawdę nikt przed nim nie ucieknie, gdyż jest to tylko kwestia ekonomii i opłacalności. Dopóki w Polsce mamy do czynienia z taką sytuacją, iż praca jest tańsza od pełnej automatyzacji procesów przez komputery, występują w naszym kraju stanowiska częściowo zautomatyzowane.

Mowa tutaj chociażby o centrach usługowych dla międzynarodowych korporacji, zlokalizowanych w Warszawie, Krakowie, Wrocławiu, Łodzi czy też Poznaniu. I właśnie owa półautomatyzacja stworzyła nowe miejsca pracy. Jednocześnie w przemyśle mamy do czynienia z postępującą robotyzacją, która redukuje popyt na pracę. Postęp technologiczny zautomatyzował i zmechanizował wiele czynności.

Z kolejnej strony w przedsiębiorstwach przemysłowych powstaje mnóstwo stanowisk z tak zwanego back office – dział finansowy, IT, kadry, marketing, usługi inżynieryjne dla innych podmiotów i tak dalej. Należy też pamiętać, iż automatyzacja wymaga inwestycji i kapitału, a czasy kryzysu nie są do tego dobrym momentem.

Które zawody potencjalnie mogą zniknąć z rynku pracy po epidemii i kryzysie?

To niezwykle trudno wskazać. Generalnie niemalże wszyscy mają głęboką potrzebę powrotu do tego co było w skali 1:1 i nawet jeśli to się nie uda, będą szukać podobnych rozwiązań. I w takiej sytuacji prognozowanie trendów na rynku pracy jest wręcz niemożliwe.

Na pewno problemem polskiej gospodarki jest panujący obecnie chaos gospodarczy i informacyjny. Może on przyczynić się chociażby do tego, iż wielu Polaków pracujących w Niemczech sezonowo może uznać, iż warto tam pozostać na stałe. Podobnie też może wyglądać sytuacja z pracującymi u nas obywatelami Ukrainy, którzy od nas zdążyli wyjechać. Przed ponownym przyjazdem ten chaos może ich skutecznie powstrzymać, a zaczną się zastanawiać nad emigracją do krajów bardziej unormowanych i bezpieczniejszych.

Czego zatem należy spodziewać się na rynku pracy w najbliższym czasie?

Dla kształtu rynku pracy istotnym jest, jak pracodawcy postrzegają źródła i podłoże kryzysu, czy jako przejściowy czy też trwały. Gdy rozpoczynał się kryzys roku 2009 pracodawcy otrzymali jasny komunikat, iż konsumpcja krajowa jest solidna, dewaluacja złotego sprzyja eksportowi, więc załamanie będzie przejściowe. I wówczas nastąpiło też „chomikowanie” pracy, gdyż pracodawcy uznali, że zwalniać nie warto, bo problemy są chwilowe.

Obecnie zaś pracodawcy otrzymali inny komunikat: kryzys będzie głęboki, trwały i nadejdzie ze wszystkich stron. Dlatego też należy oceniać, iż będzie zdecydowanie poważniejszy, aniżeli ten z roku 2009.

Wówczas bowiem obserwowaliśmy obniżkę dynamiki produkcji sprzedanej i minęło sporo czasu nim stała się ona ujemna. Dzisiaj niestety leci ona w dół gwałtownie, już w marcu spadając o 25%.

Podsumowując, sytuacja gospodarcza Polski i jej perspektywy nie prezentują się najlepiej. Niestety głęboki i długotrwały lockdown spowodował, iż przed nami poważny kryzys. Wiele czynników się na to złożyło, choć chyba najpoważniejszym jest tutaj brak spójnej polityki i dużo dezinformacji. To wszystko ma też odzwierciedlenie na rynku pracy, gdzie już dziś możemy mówić o bezrobociu sięgającym 10%. W jakim kierunku się to wszystko potoczy i czego należy oczekiwać w najbliższym czasie, doprawdy trudno wyrokować.

Nasz wynik:
[Total: 1 Średnia: 5]