Podwyżka płacy minimalnej jednak nie dla wszystkich korzystna

Podziel się z innymi

Podwyżka stawki płacy minimalnej oraz niewliczanie dodatku stażowego do wynagrodzenia minimalnego miało sprawić, iż zarobki powinny wzrosnąć szczególnie w sferze budżetowej, gdzie tego typu dodatki często występują. Okazuje się jednak, iż osoby pracujące w tym sektorze pobierają jeszcze inne dodatki, które spowodowały, iż wciąż więcej nie zarabiają.

Co przemawiało za tym, iż słabo zarabiający pracownicy sfery budżetowej dostaną podwyżki?

Decydować o tym miały dwa zasadnicze czynniki. Po pierwsze od 1 stycznia 2020 roku obowiązuje nowa stawka płacy minimalnej, wynosząca 2.600 zł, która wzrosła z poziomu 2.250 zł w roku ubiegłym. Po drugie zaś, również od 1 stycznia 2020 roku, do ustalania, czy pracownik zarabia co najmniej najniższą pensję, nie uwzględnia się dodatku stażowego.

I na tej zmianie mieli przede wszystkim skorzystać pracownicy sfery budżetowej, gdzie dodatek stażowy częstokroć występuje. W praktyce okazało się jednak, iż nie wszyscy słabo zarabiający pracownicy podwyżkę otrzymali. Do poziomu minimalnej pensji wlicza się bowiem inne dodatki, które często są stosowane w sektorze publicznym. Mowa tu chociażby o dodatku funkcyjnym czy też za pracę w szczególnych warunkach.

Czego zatem obecnie nie wlicza się do poziomu płacy, ustalając czy pracownik osiąga pensję minimalną?

Otóż zgodnie z aktualnym stanem prawnym, przy ustalaniu, czy pracownik otrzymuje co najmniej minimalne wynagrodzenie, nie uwzględnia się:

  • nagrody jubileuszowej
  • odprawy pieniężnej przysługującej pracownikowi w związku z przejściem na emeryturę lub rentę
  • wynagrodzenia za pracę w godzinach nadliczbowych
  • dodatku do wynagrodzenia za pracę w porze nocnej
  • dodatku za staż pracy
Zobacz  Jak skutecznie szukać pracy za pośrednictwem LinkedIn

Według stanu na koniec grudnia 2018 roku około 1,5 mln pracowników otrzymywało płacę minimalną.

Jak zatem obecnie podwyżka płacy minimalnej i niewliczanie dodatku stażowego wpłynęły na poziom pensji pracowników budżetowych?

Najlepiej takie kwestie rozpatrywać na konkretnych przykładach. Jedna z pracownic jednostki publicznej w województwie małopolskim posiada:

  • wynagrodzenie zasadnicze – 2.430 zł
  • dodatek stażowy – 486 zł
  • dodatek funkcyjny – 328 zł

I w tej konkretnej sytuacji podwyżka płacy minimalnej nie spowoduje wzrostu wynagrodzenia. Gdyby bowiem nie ten ostatni składnik jej pensji, w formie dodatku funkcyjnego, musiałaby otrzymać podwyżkę w kwocie co najmniej 170 zł (do poziomu 2.600 zł). Jednakże dodatek funkcyjny wlicza się do podstawy, stąd podwyżki nie będzie.

I takie przypadki zdecydowanie nie należą do odosobnionych. Już na etapie prac legislacyjnych nad wyłączeniem dodatku stażowego strona związkowa zgłaszała, iż koniecznym jest też wyłączenie z tego innych dodatków do wynagrodzenia, by pracownicy mogli odczuć rzeczywisty wzrost płacy minimalnej. Niestety ustawodawcy nie uwzględnili takich głosów.

Tak naprawdę strona związkowa, będąca partnerem Rady Dialogu Społecznego (RDS), gdzie opiniuje się różne propozycje zmian i prowadzi negocjacje na temat ich kształtu, już od dawna sygnalizuje, iż koniecznością jest przeprowadzenie zmian w systemie wynagradzania całej sfery publicznej. Zdaniem Grzegorza Sikory, dyrektora ds. komunikacji Forum Związków Zawodowych (FZZ), zarobki w sferze budżetowej są skandalicznie niskie. Wynika to z faktu, iż przez wiele lat państwo nie robiło nic, by ludzie tutaj pracujący lepiej zarabiali, gdy w tym samym czasie płace w sektorze prywatnym rosły. W zasadzie osoby pracujące w sferze budżetowej powinny zarabiać w okolicach średniej pensji, a nie martwić się, czy skorzystają na podwyżce płacy minimalnej.

Co zatem wpływa na pensje pracowników sfery budżetowej?

W administracji państwowej na wysokość pensji wpływ ma nie tylko wysokość wynagrodzenia zasadniczego i dodatku stażowego, ale też i takie elementy, jak nagrody i inne dodatki (funkcyjny, specjalny, zadaniowy).

Zobacz  Coraz więcej nowych inwestycji

Dodatek zadaniowy przyznawany jest w służbie cywilnej na podstawie ustawy z dnia 21 listopada 2008 roku o służbie cywilnej (Dz.U. z 2018 r., poz. 1559 ze zm.). Członek korpusu cywilnego może go otrzymać za wykonywanie dodatkowych, powierzonych przez pracodawcę zadań. Jak mówi Robert Barabasz, przewodniczący NSZZ „Solidarność” w łódzkim urzędzie wojewódzkim, otrzymuje on przykładowo dodatek zadaniowy za to, iż pełni rolę doradcy etycznego. Pomimo tego dodatku, jego wynagrodzenie i tak przekracza poziom płacy minimalnej. Jednakowoż w wielu jednostkach terenowych, to właśnie takie dodatki powodują, że poziom wymaganej płacy minimalnej jest osiągany.

Podobna sytuacja występuje w samorządach, gdzie zatrudnionym może zostać przyznany dodatek funkcyjny. I tak osoby wybrane w wyborach powszechnych (przykładowo wójt czy burmistrz) taki dodatek otrzymują automatycznie. Dla pozostałych pracowników istnieje taka możliwość, jednakże decyzja należy do przełożonego. Możliwym jest też przyznanie dodatku specjalnego z tytułu okresowego zwiększenia obowiązków służbowych lub powierzenia dodatkowych zadań.

Jak zatem zmiana przepisów o wysokości minimalnego wynagrodzenia wpłynęła na pensje w sferze publicznej?

Otóż nade wszystko wpłynęła ona na zróżnicowanie poziomu wynagrodzeń. Przykładowo w roku ubiegłym pracownik obsługi w gminie z ponad 20-letnim stażem musiał zarabiać co najmniej 2.250 zł (to poziom płacy minimalnej z ubiegłego roku, a dodatek stażowy wliczał się do pensji).

Od 1 stycznia minimalne wynagrodzenie wzrosło do 2.600 zł, a dodatek stażowy wyłączono. Tym samym pensja takiego pracownika musi teraz wynosić co najmniej 3.120 zł (pensja minimalna 2.600 zł plus dodatek stażowy 520 zł.

I w tej chwili dochodzi do całkiem sporych paradoksów. Przykładowo, nauczyciel stażysta, rozpoczynający karierę w szkole otrzymuje pensję na poziomie 2.600 zł (zgodnie z ustaleniami Ministerstwa Edukacji Narodowej). Tymczasem sprzątaczka, będąca pracownikiem samorządowym z dwudziestoletnim stażem pracy, otrzymuje 520 zł więcej.

Zobacz  Rekrutacja od A do Z – cz. IV

Idąc jeszcze dalej, nauczyciel kontraktowy otrzymuje pensję w wysokości 2.617 zł. Nawet uwzględniając dodatek za wychowawstwo (300 zł) i dodatek motywacyjny (100 zł), to i tak suma jego pensji będzie niższa od pensji sprzątaczki z odpowiednio długim stażem pracy.

W tych przykładach nikt nie deprecjonuje pracy sprzątaczki, będącej niewątpliwie ciężką, tym niemniej nie wymagającej tak wielu kwalifikacji, jak w przypadku urzędnika czy nauczyciela.

Co zatem w praktyce oznaczają takie zmiany wynagrodzenia?

Przede wszystkim nastąpiło spłaszczenie wynagrodzeń. Podwyżki otrzymują ci zatrudnieni, którzy zarabialiby poniżej płacy minimalnej, a brak jest pieniędzy na wzrost płac dla tych osób, które wykonują zadania wymagające wyższych umiejętności i zarabiają nieznacznie powyżej poziomu minimalnego wynagrodzenia. I taka sytuacja dotyczy nade wszystko, nie najlepiej wynagradzanych, sektorów sfery publicznej. Mowa tu o oświacie, kulturze, ośrodkach pomocy społecznej, sanepidzie czy częściowo też opiece medycznej.

Tak sytuacja przekłada się na spadek jakości usług publicznych. Występujące już w tych sektorach braki kadrowe będą się powiększać, gdyż młode pokolenie nie będzie podejmować decyzji o rozpoczynaniu pracy w sektorach niedających nadziei na przyzwoite zarobki.

W tej sytuacji rolą państwa powinno być zadbanie o to, by etat w sferze budżetowej był realną alternatywą wobec pracy w sektorze prywatnym. A tego bez kompleksowej reformy systemu płac w sferze budżetowej osiągnąć się nie da.

Podsumowując, widocznym już dziś efektem zmian płacy minimalnej, jak i niewliczania dodatku stażowego do poziomu wynagrodzenia jest dziś przede wszystkim spłaszczenie wynagrodzeń. Z jednej strony pensje najniższe wzrosły, z drugiej jednak strony zrównując się wręcz lub przewyższając te, które powinny być wyższe. Sytuacja, gdy sprzątaczka w szkole zarabia więcej od kontraktowego nauczyciela jest o tyle niebezpieczna, iż prowadzi wprost do całkowitej degradacji poczucia sprawiedliwości społecznej.

Nasz wynik:
[Total: 6 Średnia: 5]